wyprawy

Beskid Śląski – Szczyrk dzień #3

13 lipca 2013

Jeszcze wieczorem poprzedniego dnia wierzyliśmy, że pogoda się poprawi i będzie można w końcu poszaleć. W nocy budziłem się świadomie i sprawdzałem czy nie pada. Przyszedł dzień, budzik zadzwonił pkt 7:00. Przywitała nas “piękna” pogoda w postaci ulewy i nieba ciemnoszarego. Pięknie. Zniesmaczeni byczymy się trochę w łóżkach. No cóż chyba nici z wyprawy. Jemy śniadanie w miarę jedzenie morale nam się poprawiają. Stwierdzamy, że się nie poddamy i musimy dziś pojeździć. Pakujemy się. Postanawiamy, że dziś już wrócimy do domu ale dopiero po rowerowym dniu. Oddajemy kwaterkę. Samochód załadowany. Ruszamy do Wisły aby zrealizować plan z poprzedniego dnia. Musimy wjechać na Czantorię! Dojeżdżamy do Wisły, parkujemy tam gdzie wczoraj. Przestaje padać. Wychodzi bardzo lekko słońce. Na prawdę robi się pogoda, która umożliwi jazdę. Przebrani i gotowi do drogi kierujemy się czerownym szlakiem do Ustronia. Szlak ten jest dobrze oznaczony i przyjemnie się nim jedzie. Prowadzi wzdłuż Wisły oraz koło głównej drogi. Jest pełny niespodzianek w postaci mostów wiszących, grodzi oraz pięknych widoków. Podczas jazdy trochę kropi ale nie jest to uciążliwy deszcz. Wjeżdżamy do Ustronia ścieżką rowerową. Skręcamy w szlak pomarańczowy lub jak kto woli żółty (mapa inaczej szlak inaczej), który za chwilę łączy się z zielonym szlakiem rowerowym, który prowadzi aż na Czantorię Małą (866 m n.p.m). Podjazd jest najpierw asfaltowy. Gdy asfalt się kończy człowiek już jest cały mokry. Jestem ciekaw jakie przewyższenia zrobiliśmy. Następnie wkraczamy w teren, który raz po raz karze nam zsiadać z rowerów i je pchać lub nieść na plecach. Jak kto woli. Im wyżej tym bardziej w las , który powoli staje się mroczny. Robi to na nas wrażenie. Widoki również dają nam dużo radości. Ustroń robi się bardzo malutki a rozsiane hotele na wzgórzu po drugiej stronie Ustronia wyglądają jak miniaturowe domeczki. W lekki deszczu dojeżdżamy do Chaty na Czantoryji (Czeskie Schronisko) gdzie nie można jeść własnego prowiantu. Wcześniej mijaliśmy uroczą polską chatkę pasterza, który uraczył nas góralskimi piosenkami lecącymi z głośnika. Mimo jego narzekania na brak klienteli można spokojnie zjeść swój prowiant. Spoceni i lekko przemoczeni odczuwamy zimno. Zaczyna lekko wiać co potęguje nasze poczucie ów zimna. Trzeba nam podjazdu to zaraz się zrobi cieplej! Kierunek Czantoria (995 m n.p.m). W zasadzie minęło 5min i już na niej jesteśmy. Udało się. Nadal zimno, szybka fotka i czas jechać. Jj obiera ambitny plan przejazdu czerwonym szlakiem aż do Istebnej. Mam mieszane uczucia ale co tam trzeba się nacieszyć górami. Ruszamy. Zjazd bardzo bardzo ciężki. Kamienie b. duże. No ale my wytrawni w bojach dajemy radę ;). Mijamy turystów, który się lekko dziwią, że jesteśmy na rowerach. Jeden zagaduje Jj. Pyta dokąd się kierujemy. Gdy słyszy, że do Istebnej to pyta czy to jeszcze dzisiaj zamierzamy zrobić. Na rowerze trochę szybciej się zwiedza góry. Zdecydowanie tak. Nadrabia się na zjazdach. Zaczyna lekko kropić. Dojeżdżamy do Przełęczy Beskidzkiej i dalej wjeżdżamy na Soszów Mały (764 m n.p.m). Patrzymy na szczyt Czantorii. Już jest tak daleko a w zasadzie przed chwilą na nim byliśmy. To jest niesamowite. Trasa jest tutaj ciut lżejsza. Można jechać. Nie ma brania roweru na plecy. Podjazdy są i owszem ciężkie ale na rowerze a nie na nogach. Wbijamy się na Stożek Mały (843 m n.p.m) a następnie docieramy do Stożka Wielkiego (843 m n.p.m) niestety na nogach. Stromo tutaj i ciężko. Robimy kolejną przerwę na popas. Tutaj pierwszy raz spotykamy innych rowerzystów oraz downhillowców. Mają tutaj swój tor zjazdowy oraz wyciąg. Szacun za odwagę. Tor stromy. Faktem jest chłopaki mają do tego odpowiednie rowery oraz “fullfejsy” ochraniacze itp. Profeska. Szybkie siema siema i kierujemy się dalej. Mamy plan przejechać do Szlaku Pamięci Jerzego Kukuczki. Plan realizujemy przez dwa szczyty Kyrkawice (973 m n.p.m) oraz Kiczory (990 m n.p.m). Obieramy szlak zielony. Zjazd z Kiczor niestety robi się ciężki. Mnóstwo śliskich korzeni i kamieni. Radocha się robi dopiero gdy gubimy zielony szlak i wjeżdżamy na asfalt 😀 Mimo chwilowego zabłądzenia trafiamy praktycznie prosto na Izbę Pamięci J. Kukuczki. Fota i jazda. Chwilę się jeszcze nacieszyliśmy szybkimi zjazdami. Zaczęły się mega pionowe podjazdy co ja gadam mordercze podjazy! Kukuczka chce nas wykończyć! Jego szlak jest dla prosów :P. Nie wiem jak ludzie mieszkają na codzień przy takich stromiznach. Faktem jest, że są z dala od cywilizacji gdzie mogą się wyciszyć i zrelaksować. Bardzo mi to miejsce przypadło go gustu. Chciałbym tak wyjechać i się tutaj schować na tydzień z książką w ręku i widokami na góry. Piękna rzecz! Czas nas trochę goni w końcu chcemy jeszcze dziś jechać do Łodzi. Patrząc na podjazdy to stwierdzam, że na 19 będziemy. Jest godzina 15:30. Okoliczni mieszkańcy w zasadzie panowie raczą nas dobrą i złą wiadomością. Zacznę od złej jeszcze 4km podjazdu a dobra to potem już z górki do samej Wisły. I to w zasadzie się spełnia. Dojeżdżamy do Kubalonki i dalej to już tylko banan na twarzy. Prawie 60 km/h z lekkim wspomaganiem pedałując. Hah to jest to. Mija 15min i jesteśmy w Wiśle. Godzina 17. Jest udało się pojeździć! Pogoda można powiedzieć dopisała. Nie lało. Czasem pokropiło. Nie było tragedii. Extra. Przebraliśmy się i poszliśmy na obiad. Dobre domowe jedzenie. Potem jeszcze zakup wiślańskich kołaczy – polecam to przepyszne ciasto. Jeszcze chwila zastanowienia się wracać do domu czy jeszcze brać kwaterę. Stwierdzmay jednak, że czas wracać do domu. Nie wiadomo jak z pogodą będzie, poza tym koszta trzeba trochę ciąć. Pakujemy się do samochodu, pan od parkingu tym razem był na posterunku i 20zł zabrał. Podczas drogi już planowaliśmy kolejne wyprawy!
Beskid Ślaśki jest piękny. Nie zwiedziliśmy go całego. Trudno to zrobić w praktycznie 2 dni. Jest wymagający. Często nie dla roweru. Niestety. Chyba, że podjeżdżasz wyciągiem i zjeżdżasz na DH rowerze. Nie są to Izery gdzie są świetne trasy typowo rowerowe. Szlaki są średnio oznaczone. Mimo tych niedogodności to co odda Beskid Śląski pozostanie w pamięci. Te widoki to otaczające Cię piękno, które warte jest trudu wspinaczki. Popatrzcie na panoramy, które Jj zrobił. Czyż nie jest to wspaniały widok? Pewnie tam wrócę i to nie raz. Kolejne polskie góry pokochałem 🙂

Link do prezentacji panoram:
PANORAMY!!












































To też powinno Ci się spodobać