Kategoria

Canyon Ultimate CF SL

Canyon Ultimate CF SL, wyprawy

Włoska przygoda

9 października 2016
do pracy rowerem

Ta wyprawa miała się nie odbyć. Nie teraz nie w tej chwili. Czy nie jest tak, że każdego to spotyka? Każda chwila jest zła by przeżyć przygodę? Bo praca bo dziecko w drodze bo kasa bo… cokolwiek. Zawsze jest coś nie tak. Jechać czy nie jechać? Wszędzie słyszę jechać jak nie teraz to kiedy? Jak mały się urodzi? Nie sądzę. To jednak była najlepsza chwila. Teraz bo później już nie będzie tak łatwo.

Plan był zacny. Atakujemy na Stelvio. Tak! Stelvio to priorytet… I na tym się skończyło. Przecież nikt nie pomyślał, że pojedziesz do Włoch i pogodę będziesz miał Angielską. No skąd! Przecież to Włochy! b@@#^% please.

Pojechałem w cztery osoby. Ja, Tomasz vel Xanagaz, Jędrzej vel Jj i Ania vel Ania. By dojechać do Włoch wynajęliśmy campera. Ciekawy samochód taka przyczepa campingowa tylko z silnikiem i to sporym. To był strzał w dziesiątkę. Masz samochód, który służy jako hotel. Wszystko masz pod ręką. Sypialnie, kuchnię, jadalnię i łazienkę. Wszystko czego Ci potrzeba. Nawet garaż dla rowerów.

Wyjazd zaplanowaliśmy na 30 maja. W niedziele pakowanie i sprawdzanie pogody. Z niepokojem patrzyliśmy co się dzieje w Bormio. Pierwszej miejscowości, w której mieliśmy spać. Deszcz, czasem śnieg i temperatura około 10C. I to w Bormio! Nie na szczycie Stelvio. Szybko zmieniamy nasz cel. Kierunek Genua gdzie chmur nie ma i temperatury oscylują mniej więcej 23-25C. Jakie było nasze zdziwienie gdy dojechaliśmy na miejsce. Piękna Genua przywitała nas deszczem. Wyglądało to bardzo słabo.

 

cdn…

 

Canyon Ultimate CF SL, szosa

Rowerem też się da!

15 czerwca 2016
do pracy rowerem

Dlaczego rower jest niesamowity? Bo możesz powiązać z nim przyjemne z pożytecznym! Trenujesz i załatwiasz swoje sprawy. Zachęcam do przesiadki na rower. Dziś po pracy musiałem jechać opłacić działkę. Dlaczego nie skorzystać i nie pojechać po pracy na rowerze aby pozałatwiać jeszcze parę spraw? Rowerem też się da! Przy okazji zapraszasz kolegów do wspólnej jazdy. Tak mało czasu jest i tak trudno jest teraz się umówić, że trzeba próbować. Dzisiaj mi się udało. Zaplanowałem kierunek w południowe zakątki Łodzi. Trasa wyglądała mniej więcej tak: Łódź – Nowosolna – Bedoń – Andrespol – Wiśniowa Góra – Wola Rakowa – Romanów a dalej powrót przez Kalinko i Starową Górę do Łodzi. Jednak zawsze kusi żeby zrobić trochę więcej kilometrów. I dzisiaj wpadłem na pomysł, żeby jechać dalej. Przez Tuszyn do Zofiówki, Pabianice Konstantynów. Prawie udało się to zrealizować. Spotkałem się z Bartkiem pod pracą. Ruszyliśmy bardzo mocnym tempem w kierunku Nowosolnej. O dziwo Brzezińską jechało się świetnie. Samochody nie przeszkadzały. Wiatru brak. Do Andrespola przyjechaliśmy 5 min przed umówionym spotkaniem z Pixonem. 17:45 zjawia się i on. Szybkie przywitanie i ruszamy. Ocho! zaczyna się „ścigancko”. 35- 38km/h na liczniku. Takim tempem dojeżdżamy do Romanowa. Szybko załatwiam formalności. Kaska wpłacona prądu nie odłączą 🙂 Dalej już można cieszyć się jazdą. Jechać na komy, cisnąć aby kolega się zmęczył lub po prostu relaksować się.

Gdy wróciłem od skarbnika działkowego (jak to brzmi :D) Pixon zagaduje aby może trochę zwolnić żeby dojechać do mety. Zmieniamy prędkości na 30km/h – 34km/h. Chociaż uważam, że słabo nam to wychodzi. Druga sprawa patrząc na zachód zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno pchać się w ciemno szaro niebieskie chmury? Wspólnie postanawiamy, że jedziemy. Kręcimy do Tuszyna gdzie na końcowym podjeździe postanowienie o zwolnieniu nie bardzo wychodzi. Przejeżdżamy przez krajową 1 i ruszamy na Zofiówkę. Trochę kręcenia po okolicy ale ostatecznie wyjeżdżamy tam gdzie chciałem. Do Sereczyna tempo lajtowe ale niestety tutaj zaczyna mocno wiać i chmury robią się jeszcze bardziej ciemne. To tutaj pierwsze wzmianki o kryzysie słyszymy od Bartka. Wieje jeszcze mocniej. Aż nogi same mocniej wciskają w pedały. Bartek słabnie. Czasami go gubimy. Pabianice jakoś szybko przeleciały. Wieje boczny wiatr co skutecznie mnie denerwuje. 63kg plus rower łatwo zawiewa. Już pod Łodzią koło Lublinka Pixon udaje się na wschód a my z Bartkiem ruszamy na Retkinie. Bartek dzielnie trzyma koło. Robię parę fotek. Tutaj na ścieżce rowerowej spotykam Silenoza. Miłe spotkanie po 2 latach. Chłopie wskakuj na rower. Coś przepadł a szkoda. Chwilę pogadaliśmy ale czas ruszać. Chmury nadchodzą bardzo szybko. Nadaję mocne tempo i zaraz jesteśmy przy Zoo. Potem już szybko do Włókniarzy gdzie przy skręcie na Manufakturę Bartek jedzie w swoim kierunku a ja w swoim. Teraz ja sobie nadaję szybkie tempo aby utrzymać średnią. Cóż jak trening to trening. To był dobry rowerowy dzień 🙂

Trasa:

Canyon Ultimate CF SL, szosa

Łódź – Włocławek – Łódź

1 sierpnia 2015
do pracy rowerem

217.5km poszło. Prosta droga za prosta. Cały czas prosto. DK91 normalnie do znudzenia. Ale warto było. Wiki i Ewa pobili swoje rekordy i to jest najważniejsze.

Oni mieli wielką radość z tej jazdy. Największą. Przecież lecieli na rekord. A ja? Mnie nachodziły znowu myśli. Po co to wszystko?

Przeprowadziłem rozmowę z Pixonem na ten temat podczas jazdy. Zastanawialiśmy się gdzie logika. Walisz prosto cały czas. Tylko kręcenie pobocze i samochody. Chociaż mało ich na DK91 odkąd pojawiła się autostrada. Jedzie się zupełnie przyzwoicie. Stwierdziliśmy, że jazda musi mieć cel. Taki, który pcha się do przodu choćby nie wiem co. Nowy szczyt, nowa droga albo mega wysoki szczyt i trudna droga.

Dla mnie jazda sobotnia była mało emocjonująca. Taki dystans już robiłem. Jechałem tą drogą nad morze. Znam ją dosyć dobrze. Fajnie było jechać w kierunku Włocławka i przypominać sobie miejsca z tamtej wyprawy. Tama we Włocławku stoi i chyba jeszcze trochę po stoi. Sam Włocławek normalne małe miasteczko. Czasu na zwiedzanie brak. No właśnie – gdzie sens, dalej się pytam. Walisz 100km by zaraz wracać. Zjedliśmy pizzawe i kierunek południe. Trzeba wracać. Samo się nie zrobi. I znowu mielenie. My jako woły pociągowe. Wiki i Ewa za nami. Ewa to pewnie nas już tak przemieliła przez maszynkę, że więcej z nami nie pojedzie. (w czasie jazdy bankowo tak myślała). Ale ja wierze, że teraz jest inaczej. Ona i Wiki jechali po to by pokonać samych siebie. To jest najfajniejsze w jeździe na rowerze.

Pokonujesz siebie. O 1km (jak Wiki) o 40km jak Ewa. I masz w głowie wow zrobiłem to. Ludzie popukają się w głowie. Po co? Szaleni.

Kurde zrobili to. Ich jazda była zgoła inna niż nasza. Cały czas walka, przetrwanie. Już sobie to wyobrażam i przypominam jak to właśnie jest. To jest piękne w jeździe na rowerze.

Foto strzał by Pixon

Canyon Ultimate CF SL, szosa, szybki wypad

Wieczorna szoska #2

3 lipca 2015
do pracy rowerem

Lajtowe kręcenie z smartA. Po drodze wyprzedzają nas goście na MTB dziwnie się na nas patrząc co tak wolno jedziemy na szosach. Nam się zebrało na gadane a co! Dojechaliśmy do Sokolonik gdzie strzeliliśmy piweczko. Potem cierpieliśmy bo zamiast jeszcze coś zjeść ruszyliśmy w drogę powrotną. Amatorzy! Ale nas żarło od środka. Normalnie oddałbym wszystko za batona. Udaje się nam dojechać do Smardzewa gdzie w sklepie kupuję colę i snikcersa. Oj jak to smakowało! To był świetny lajtowy wypad 🙂 

Canyon Ultimate CF SL

Wieczorna szoska

15 czerwca 2015

Wieczorne kręcenie z Anią i Jjem. Przyjemnie było w końcu wyjść na szosę w towarzystwie. Szkoda, że mi Strava tracka urwała…

Czy Wy też macie ostatnio problemy z wrzucaniem fotek? W edycji wszystkie fotki widać a jak się opublikuje to parę znika. Poprawiam wszystko w trybie kodera i jest to samo…

rozwiązaniem jest wrzucanie na bs fotek ale zawsze korzystałem z trybu linkowania z innego portalu :/

Canyon Ultimate CF SL

Księże Młyny a’la patelnia

5 czerwca 2015

Czas ze stravy jakiś kosmiczny 😀 Nie było to kręcenie na średnią ale na wypoczynek. Udział wzięli Kuba i Kalin.

Wyruszyłem o 8:30 z działki aby być w Zofiówce o 9. Przyjechałem dziesięć po.

Kalin zadzwonił piętnaście po, że złapał gumę. Zdążyłem kupić pączka w sklepie a on już gumę złapał. Eh. Droga do jego domu prowadzi strasznym szutrem z bardzo ostrymi kamieniami. Dlatego nie popełniłem tego błędu co on i zszedłem z roweru.

Kalin kleił swoją dętkę gdy ja szedłem po tym szutrze. Nie było to łatwe gdyż słońce już mocno dawało się we znaki. Przy okazji „Brąz” pies uciekł i musiałem go gonić. Drugi pies ujadał. Pięknie! Wreszcie Kalinowi udało się skleić dętkę. Nie mieliśmy jednak pompki, która pozwoli dobić do 7-8 barów. Ruszyliśmy z buta do asfaltu. Kalin jechał można powiedzieć na feldze. Za Sereczynem znowu złapał kapcia. Dałem mu swój zapas i prędko ruszyłem do Pabianic zakupić zapasy dętek bo już żadnej nie mieliśmy. Poranek zrobił się dosyć nerwowy. W Kwiatkowicach byliśmy umówieni z Kubą punkt 11:00. A tu już 10:30 a ja sklepu szukam w Pabianicach. Na szczęście znalazłem i zakupiłem co trzeba. Z Kalinem spotkałem się przy KFC na stacji gdzie dobijał swoje oponki niestety tylko do 6 barów. W końcu udało się wyruszyć na szlak. Po drodze dodzwoniłem się do Kuby, żeby na nas poczekał. Dojechaliśmy do Kwiatkowic piętnaście po.

Chwila relaksu:

Piękna pogoda, spoko asfalty i fajne trasy. Dookoła las!

Upał daje popalić. Tempo siada. Wiatr w tym przypadku na szczęście zaczyna lekko wiać. Ochładza przyjemnie.

Do Księży Młynów (?) dojechaliśmy o 14  w pełnym słońcu! Liczymy na bar nad rzeką, który okazuje się być zamknięty (sic). Korzystamy z super zaopatrzonego sklepu w remizie gdzie jest jedna chałka, która okazuję się zarezerwowana dla kogoś innego! Ehhh a mieliśmy na nią ochotę. No to kupujemy zestaw lody, pepsi w puszce, woda, delicje i jakieś herbatniki. Aha no i piwko na ochłodę.

A przy nowej ziemi takie rarytasy:


chillout

Czas na drogę powrotną. I znowu te piachy! Fuuckk! Udaje się nam wydostać z lasu. Sklep nadal stoi „super” zaopatrzony 😛 Jest nisza startupowcy 😛

Postanawiamy dobrze zjeść w Poddębicach. Z myślą tą tempo na trochę wzrasta. Jedziemy na wymiennego co 2-3km. Dobrze się jedzie. Fajny kawałek trasy. Pizzeria sprawdzona przez Kubę okazuje się na prawdę spoko miejscem. Szkoda tylko, że położonym przy głównej trasie Poddębice Uniejów. Ale pizza dużaaaa i pyszna. Mocna kawa stawia na nogi. Czas też na podładowanie telefonów po przez takie fajne urządzenia:


To na prawdę działa!

Z Poddębic ruszamy w kierunku Kwiatkowic. Tam mamy się rozdzielić. Tempo po najedzeniu słabnie ale humory dopisują.


W połowie trasy powrotnej Kalina łapią trochę skurcze i nogi wysiadają – chłopak się nie poddaje i ciągnie do Kwiatkowic. Czeka go tam za to pełen. Zmęczeni ale chyba uradowani chociaż tego na zdjęciu nie widać 😛

czas na głupie focenie selfie

a rowery nic nie mówią…


Rozstajemy się z Kalinem i ruszamy na Rado. Dobre tempo narzucam na głównej trasie. Kuba dzielnie się trzyma. Mimo godziny 19:30 upał nie zły. Dotarliśmy lekko po 20 do domu. Wycieczka zakończona wspólnym zimnym piwkiem na ukojenie pragnienia. To był dobry rowerowy dzień!

Canyon Ultimate CF SL

Nocny test czyli odpalanie rakiety!

23 maja 2015

Wieczorem wypogodziło się. Więc wyskoczyłem po prostu przejechać się. Po testować. Nacieszyć się nowym nabytkiem :]
Jak na razie mogę powiedzieć jedno. Rower rakieta. Nic tylko deptać. Jest sztywny to czuć na dziurach. Ale troszkę polepszę komfort jak zmienię opony na 25mm. Będzie w nim parę modyfikacji ale i tak jest kozak. Nic tylko wsiadać i cieszyć się jazdą. O G I E Ń 😉

I takie moje małe ostrzeżenie przed zakupami w necie:
Piszę dla wszystkich aby uważali na allegro. Udało mi się wylicytować Scotta za bezcen co wydawało mi się od samego początku podejrzane. Gość pisał do mnie z maila o adresie żeńskim. W treści pisał w rodzaju męskim.    Oszust bo inaczej gościa nie można nazwać nie godził się na wysyłkę za pobraniem i na aukcji lokalizacja była podana miejscowość w Polsce. Obiecywał umowę, gwarancję oraz skany dowodu. Mówił, że jest mężem laski od której adres mailowy pożyczył. Po wygranej okazało się, że rower jest w Niemczech. Zaproponowałem, żeby wysłał rower do miejscowości o której była mowa w aukcji. Blisko Łodzi. Kontakt się urwał.  Na szczęście czujność mnie uratowała bo pieniędzy nie przelałem. Później mogłem rower znaleźć na ebayu.com NEW 2014 Scott Addict Team Issue 54cm M Carbon Road Bike Worldwide Shipping | eBay Kontakt z oszustem umarł, od początku telefon wyłączony. Uważajcie. Nie przelewajcie kasy lepiej jechać 300km i rower zobaczyć niż potem czekać pół roku na zwrot kasy!
Pozdrower