Kategoria

GT Zaskar

GT Zaskar, weekendowe wypady

Upalny Bolimowski Park Krajobrazowy

4 lipca 2015
do pracy rowerem

„ożeszwmordę”! jak gorąco! To był mega upalny dzień. Wybrałem się do Łowicza gdzie Jj już stacjonował z Anią w jej domu rodzinnym.

Z rana pobudka dobre jedzenie i w drogę. Pociąg 9:20. Upał już maksymalny. Dziwię się, że jako jedyny stoję z rowerem. Podjeżdża pociąg a tam wypadają tłumy rowerzystów. Ale nie wysiadają! Dają innym wysiąść. Pakuje się więc i tu miła niespodzianka.
Monika stoi grzecznie ze swoim rowerkiem. Okazuje się, że dalej za tłumem stoi Magda. Pytam gdzie Pixon. Jedzie szosą do Łowicza. No tak spragniony roweru. Godzinka mija bardzo przyjemnie na rozmowie z Moniką. Dawno się nie widzieliśmy a szkoda! Monia zawsze jest miło z Tobą pogadać!

Gdy tłum trochę zmalał dosiadamy się do Magdy. Chwila pogaduchy i musiały wysiadać stację wcześniej. Ja dostaję info od JJ, że już są na stacji głównej.

Przyjeżdżam praktycznie punktualnie. Witają mnie uśmiechem 🙂 Super! Ruszamy do centrum informacji zdobyć mapy okolic Łowicza oraz Parku Bolimowskiego. Trochę nam to zajmuje. Pani nas informuje, że mapa, którą mamy jest the best a jest z lat 80 😉 Nie mamy niestety mapy Bolimowskiego Parku. Pani z informacji mówi, że takiej nie ma bo park nie ma pieniędzy na druk mapy. Trzeba sobie pobrać z netu. Co też czynię.

Ruszamy. Ania nas prowadzi gdyż zna te okolice. Dojeżdżamy do Ariadny gdzie konsumujemy lody i spijamy co się da. Przy okazji Ania pomaga obcokrajowcom skumać co to Ariadna i po ile bilety za wejście do parku.

Po konsumpcji jedziemy do Nieborowa by wjechać na czerwony szlak. Żar leje się masakrycznie. W lesie sucho, gorąco. Dużo much. Sprawdzam mapę. Określam sobie przejazd szlakami – czerwony niebieski zielony a potem konny. A potem mamy dość. Chcemy jak najszybciej dojechać do Bobrownik. Żar nie ustępuje. Jakoś się telepiemy. W sklepie w Bobrownikach kupujemy zaopatrzenie w raz z pysznymi lodami i lecimy nad rzekę. Co jest punktem kulminacyjnym naszej wyprawy. Zimne piwko, nogi w rzece, dupera się moczy – love it! I tak stoimy gadamy kontemplujemy sobie w cieniu sącząc napój bogów – o bogowie to było piękne! Musimy to powtórzyć. Czas niestety jak zwykle ucieka. Chciałem być o godzinie 19 w domu. Miałem ruszyć w drogę powrotną rowerem. Gdy wyszedłem spod baldachimu (pod którym zjadłem pyszny obiad – dzięki Ania) zmieniłem zdanie. Jj i Ania odprowadzili mnie do pociągu gdzie czekała na mnie klima. Bardzo żałowałem, że nie jadę rowerem. Ale jak sobie teraz myślę, jaki to był upał to chyba dobrze zrobiłem. Pixon za to ruszył szoską do domu za co szacun! W tym upale to musiała być rzeźnia 🙂

Jeju! Chce do rzeki!

PS. Photstrzał aby Jj

bikestats, GT Zaskar

Scott Scale & GT Zaskar Power

31 maja 2014

To było przygotowanie do wyjazdu Łdz – Zakopane (ten wyjazd został jednak przełożony)
Ruszyliśmy wcześnie. Najpierw tylko pytanie próbujemy Łdz – Płock czy coś innego. Pada na coś innego. Ruszamy na Szadek. Dobre tempo trzyma się nas od samego początku. Na trasie do Szadku niebezpiecznie wyprzedza nas kilka samochodów. Gdzieś na trasie jest mijanka na światłach (coś remontują). Doganiamy idiotę, który wyprzedzał na trzeciego. Samochody, które nas wtedy mijały zjechały bardzo niebezpiecznie i bardzo blisko nas. Tłumacze mu że przez niego można zginąć. facet nie kuma i tłumaczy, że prawo jest  taka a takie blablabla. Nie daje człowiekowi dojść do słowa. Gość się denerwuje i pieni. Macha rękoma przed oczami zahacza o mój nos. Potem wypina się i wychodzi do mnie. Nie pękam odkładam rower. Okazuje się, ze facet jest ode mnie dwa razy większy i szerzy. Nie pękam i stoję i czekam na atak. Gość widzi, że nie pękam i daruje sobie. Chyba tez dlatego, że zobaczył moją posturę. Rusza do kierowcy za nim. Tamten łysy  z petem wyskakuje z auta. Dyskusja nadal trwa. Ja nadal faceta instruuje i pouczam, że prawo jedno a zabicie człowieka drugie. Facet nadal nie kuma. Nazywam go idiotą i odjeżdżam sprawa zakończona. 
W Szadku robimy pierwszy postój. Bułki z truskawkami. Pycha. Dalej kierunek Warta. Tu przed Wartą i zalewem skręcamy na Uniejów. (nie daleko Dzierząznej) Cały czas trzymamy dobre tempo. Psuje się trochę asfalt. Kiepsko się jedzie. Potem bardzo długi podjazd nawierzchnią zbudowaną z płyt. Nie lubię. Z Pęczniewa do Siędlątków. Tu wkraczamy na tamę. Kilka fotek i ruszamy do Uniejowa przez malownicze rejony Piekar i Spycimierza. Polecam się tam przejechać. Dawno nie widziałem tak pięknych okolic. Cisza spokój, bociany sokoły, dookoła bardzo zielono i malowniczo. Dojeżdżamy do Uniejowa na obiad.  Ciesze się  z tego powodu bo mam dość trochę jazdy a dokładniej mówiąc moja dupa. Jemy pyszne naleśniki ze szpinakiem w restauracji  przy kąpielisku. 45min przerwy dobrze nam robi. Ruszamy na Wartkowice drogą 469. Tutaj nuda cały czas asfalt i zmiany z Jj co 5km. szybko i intensywnie. w Wartkowicach krótka przerwa i pytanie jak jedziemy. Czujemy się na siłach i dajemy kierunek Łęczyca. trasą 703. Za moją prośba wjeżdżamy na drogę rowerową co jest dobrym pomysłem bo za chwilę spotykamy patrol Policji. Trasa do Łęczycy to cały czas zmiany i równe tempo.  nic specjalnego. W Łęczycy kupujemy wodę i zastanawiamy się co dalej. Postanawiamy uderzamy na Tum. W Tumie kolejna weryfikacja i dajemy dalej na Górę Św. Msłgorzaty.. Potem to już powrót przez Leśmierz do krajowej starej 1 i tam przez Zgierz do domu. Słońce tego dnia dobrze dawało przyjechaliśmy cali opaleni. 

Łdz >> Szadek >> Błaszki >> Warta >> Uniejów >> Wartkowice >> Łęczyca >> góra św. Małgorzaty >> Łdz<

bikestats, GT Zaskar

GT Zaskar – marzenia się spełniają!

28 września 2013

Marzenia się spełniają, pierwsza jazda na Zaskarze. Odkąd zobaczyłem Zaskara zawsze chciałem na nim jeździć. W końcu się to udało. Jeszcze jest trochę rzeczy w nim do zrobienia. Raczej kosmetyka ale rower wizualnie wygląda bombowo! A sama jazda na nim to czysta przyjemność. Pierwszy zjazd koło Nowosolnej na czarnym szlaku to dla Zaskara chleb powszedni. Różnica w zjeździe, prowadzeniu, tłumieniu drgań jest kolosalna (w porównaniu do Lawinki). Kocham moją Lawinkę ale czas na zmiany. Nie radziła sobie tak jak Zaskar. Co to był za zjazd! Hah normalnie jechałem jak przecinak! Jednym słowem kosmos. Jestem bardzo zadowolony, że go nabyłem. No cóż teraz muszę popracować trochę nad kondycją. Rower nie pozwala na wolną jazdę. Trzeba na nim cisnąć! Napęd 2×10 też robi robotę. Myślałem, że to taki wymysł marketingowy ale faktycznie rzadko się używa przedniej przerzutki. Nie trzeba tak wachlować. Spoko sprawa. To tyle… aha jeszcze wycieczka. Jechaliśmy jak zawsze przed siebie!