Kategoria

szosa

Canyon Ultimate CF SL, szosa

Rowerem też się da!

15 czerwca 2016
do pracy rowerem

Dlaczego rower jest niesamowity? Bo możesz powiązać z nim przyjemne z pożytecznym! Trenujesz i załatwiasz swoje sprawy. Zachęcam do przesiadki na rower. Dziś po pracy musiałem jechać opłacić działkę. Dlaczego nie skorzystać i nie pojechać po pracy na rowerze aby pozałatwiać jeszcze parę spraw? Rowerem też się da! Przy okazji zapraszasz kolegów do wspólnej jazdy. Tak mało czasu jest i tak trudno jest teraz się umówić, że trzeba próbować. Dzisiaj mi się udało. Zaplanowałem kierunek w południowe zakątki Łodzi. Trasa wyglądała mniej więcej tak: Łódź – Nowosolna – Bedoń – Andrespol – Wiśniowa Góra – Wola Rakowa – Romanów a dalej powrót przez Kalinko i Starową Górę do Łodzi. Jednak zawsze kusi żeby zrobić trochę więcej kilometrów. I dzisiaj wpadłem na pomysł, żeby jechać dalej. Przez Tuszyn do Zofiówki, Pabianice Konstantynów. Prawie udało się to zrealizować. Spotkałem się z Bartkiem pod pracą. Ruszyliśmy bardzo mocnym tempem w kierunku Nowosolnej. O dziwo Brzezińską jechało się świetnie. Samochody nie przeszkadzały. Wiatru brak. Do Andrespola przyjechaliśmy 5 min przed umówionym spotkaniem z Pixonem. 17:45 zjawia się i on. Szybkie przywitanie i ruszamy. Ocho! zaczyna się „ścigancko”. 35- 38km/h na liczniku. Takim tempem dojeżdżamy do Romanowa. Szybko załatwiam formalności. Kaska wpłacona prądu nie odłączą 🙂 Dalej już można cieszyć się jazdą. Jechać na komy, cisnąć aby kolega się zmęczył lub po prostu relaksować się.

Gdy wróciłem od skarbnika działkowego (jak to brzmi :D) Pixon zagaduje aby może trochę zwolnić żeby dojechać do mety. Zmieniamy prędkości na 30km/h – 34km/h. Chociaż uważam, że słabo nam to wychodzi. Druga sprawa patrząc na zachód zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno pchać się w ciemno szaro niebieskie chmury? Wspólnie postanawiamy, że jedziemy. Kręcimy do Tuszyna gdzie na końcowym podjeździe postanowienie o zwolnieniu nie bardzo wychodzi. Przejeżdżamy przez krajową 1 i ruszamy na Zofiówkę. Trochę kręcenia po okolicy ale ostatecznie wyjeżdżamy tam gdzie chciałem. Do Sereczyna tempo lajtowe ale niestety tutaj zaczyna mocno wiać i chmury robią się jeszcze bardziej ciemne. To tutaj pierwsze wzmianki o kryzysie słyszymy od Bartka. Wieje jeszcze mocniej. Aż nogi same mocniej wciskają w pedały. Bartek słabnie. Czasami go gubimy. Pabianice jakoś szybko przeleciały. Wieje boczny wiatr co skutecznie mnie denerwuje. 63kg plus rower łatwo zawiewa. Już pod Łodzią koło Lublinka Pixon udaje się na wschód a my z Bartkiem ruszamy na Retkinie. Bartek dzielnie trzyma koło. Robię parę fotek. Tutaj na ścieżce rowerowej spotykam Silenoza. Miłe spotkanie po 2 latach. Chłopie wskakuj na rower. Coś przepadł a szkoda. Chwilę pogadaliśmy ale czas ruszać. Chmury nadchodzą bardzo szybko. Nadaję mocne tempo i zaraz jesteśmy przy Zoo. Potem już szybko do Włókniarzy gdzie przy skręcie na Manufakturę Bartek jedzie w swoim kierunku a ja w swoim. Teraz ja sobie nadaję szybkie tempo aby utrzymać średnią. Cóż jak trening to trening. To był dobry rowerowy dzień 🙂

Trasa:

Canyon Ultimate CF SL, szosa

Łódź – Włocławek – Łódź

1 sierpnia 2015
do pracy rowerem

217.5km poszło. Prosta droga za prosta. Cały czas prosto. DK91 normalnie do znudzenia. Ale warto było. Wiki i Ewa pobili swoje rekordy i to jest najważniejsze.

Oni mieli wielką radość z tej jazdy. Największą. Przecież lecieli na rekord. A ja? Mnie nachodziły znowu myśli. Po co to wszystko?

Przeprowadziłem rozmowę z Pixonem na ten temat podczas jazdy. Zastanawialiśmy się gdzie logika. Walisz prosto cały czas. Tylko kręcenie pobocze i samochody. Chociaż mało ich na DK91 odkąd pojawiła się autostrada. Jedzie się zupełnie przyzwoicie. Stwierdziliśmy, że jazda musi mieć cel. Taki, który pcha się do przodu choćby nie wiem co. Nowy szczyt, nowa droga albo mega wysoki szczyt i trudna droga.

Dla mnie jazda sobotnia była mało emocjonująca. Taki dystans już robiłem. Jechałem tą drogą nad morze. Znam ją dosyć dobrze. Fajnie było jechać w kierunku Włocławka i przypominać sobie miejsca z tamtej wyprawy. Tama we Włocławku stoi i chyba jeszcze trochę po stoi. Sam Włocławek normalne małe miasteczko. Czasu na zwiedzanie brak. No właśnie – gdzie sens, dalej się pytam. Walisz 100km by zaraz wracać. Zjedliśmy pizzawe i kierunek południe. Trzeba wracać. Samo się nie zrobi. I znowu mielenie. My jako woły pociągowe. Wiki i Ewa za nami. Ewa to pewnie nas już tak przemieliła przez maszynkę, że więcej z nami nie pojedzie. (w czasie jazdy bankowo tak myślała). Ale ja wierze, że teraz jest inaczej. Ona i Wiki jechali po to by pokonać samych siebie. To jest najfajniejsze w jeździe na rowerze.

Pokonujesz siebie. O 1km (jak Wiki) o 40km jak Ewa. I masz w głowie wow zrobiłem to. Ludzie popukają się w głowie. Po co? Szaleni.

Kurde zrobili to. Ich jazda była zgoła inna niż nasza. Cały czas walka, przetrwanie. Już sobie to wyobrażam i przypominam jak to właśnie jest. To jest piękne w jeździe na rowerze.

Foto strzał by Pixon

Canyon Ultimate CF SL, szosa, szybki wypad

Wieczorna szoska #2

3 lipca 2015
do pracy rowerem

Lajtowe kręcenie z smartA. Po drodze wyprzedzają nas goście na MTB dziwnie się na nas patrząc co tak wolno jedziemy na szosach. Nam się zebrało na gadane a co! Dojechaliśmy do Sokolonik gdzie strzeliliśmy piweczko. Potem cierpieliśmy bo zamiast jeszcze coś zjeść ruszyliśmy w drogę powrotną. Amatorzy! Ale nas żarło od środka. Normalnie oddałbym wszystko za batona. Udaje się nam dojechać do Smardzewa gdzie w sklepie kupuję colę i snikcersa. Oj jak to smakowało! To był świetny lajtowy wypad 🙂