wyprawy

Świętokrzyskie – jak zawsze w klasie!

14 czerwca 2014

Plany na ten dzień były zupełnie inne. Jakiś czas przygotowania ukierunkowane były na szosę ponieważ chcieliśmy jechać trasę Łódź – Zakopane. Ze względów na brak powrotu w niedzielę i poniedziałek z Zakopca zrezygnowaliśmy z tego. Przełożony został pomysł na później (był jeszcze pomysł jazdy do Szczyrku ale jednak daliśmy sobie spokój).

Wracając do tego dnia. Pobudka o godzinie 5:30 robi swoje. Nie wyspany ale podekscytowany myślą o jeździe po świętokrzyskim spijam kawkę i ruszam do kangura – naszej fury. Z Jjem byłem umówiony o 6. Jakoś ciut wcześniej się zebrałem więc postanowiłem podjechać po Jja. W połowie drogi spotykamy się. Szybo pakujemy się z małymi problemami – niewyspanie nadal robi swoje. Wreszcie udaje się spakować. Jj przypomina sobie, że nie ma na chacie śpiwora. Ruszamy z powrotem do mnie po jakiś koc. Nareszcie można jechać. Poprzedniego dnia zatankowałem więc nie ma kolejnego postoju.
Na trasie Łódź – Kielce jak zawsze piękne widoki. Mały ruch spowodował, że droga szybko minęła. W Kielcach dzwoni Norbert i pyta gdzie jesteśmy. Jakieś 15min od Daleszyc. Czekają na nas na rynku. Dojeżdżamy do Daleszyc. Okazuje się, że to piękna mieścina. Szybkie rozpakowywanie i przebieranie. Czekamy jeszcze na dwóch chłopaków  z Wawy. Korzystamy z okazji i z Jj idziemy kupić jakieś śniadanie. Przecież śniadanie to podstawowy posiłek dnia! W między czasie chłopaki przyjeżdżają. Paczkuje się żeby mieć siły. Po zapoznaniu się z chłopami ruszamy – czyli ja, Jj, Norbert, Bartosz, Świerszczu i Pszczoła. Wszyscy ubraliśmy się jak na wielką zimnicę. Faktycznie jakoś tak zimno było. Jednak jak tylko ruszyliśmy wiedziałem, że jestem za ciepło ubrany. Kierujemy się na niebieski szlak pieszy. Pierwsze 5km to ciągłe zatrzymywanie się. A to Jjowi licznik padł, a to Świerszczowi przerzutka przednia padła chwilowo a to ja się za ciepło ubrałem i robiłem przebieranko. Tempo nadawał Bartosz, który później się okazało ma łydę i technikę. Wjechaliśmy w teren. Zrobiło się ślisko, błotniście czyli zajebiście. Wbiliśmy się na Wrześnie, Stołową i Włochy. W międzyczasie nastąpiła kolejna przebieranka. W reszcie byłem dobrze ubrany na dzisiejszy dzień – dzień, który pogodą zaskoczył. Całkiem wysoka temp.,  trochę słońca – to wszystko było zaskoczeniem a nie zapowiadało się na takie przyjemności. Oczywiście cieszyliśmy się z tego. 
Wracając do wycieczki. Nie było lekko. Czasami stromizna nie pozwalała podjeżdżać – trzeba było rower brać pod pachę (widoczne na zdjęciach). Widoki rekompensowały nam trudy wycieczki. Jj robił panoramki. Chłopaki nie omieszkali pyknąć parę fot. Teren był kapitalny. Wyposzczony od terenu miałem fun z jazdy. Cieszyłem się jak dziecko. Dawno takiej wymagającej technicznej trasy nie jechałem. Tylko asfalt i asfalt ble… A tu teren – coś pięknego. Kierowaliśmy się na Łagów. Po dotarciu do niego zatrzymaliśmy się na kawkę, niektórzy na lody i inne żarełko. Podobał mi się ten klimat luzu, braku spiny czasowej tylko sama radość z bycia na wycieczce rowerowej. Potrzebowałem tego. Relaksowałem się jednym słowem 🙂 Po kawce nadal jechaliśmy niebieskim szlakiem. Niestety w okolicach Dużej Skały Norbert traci hak przerzutki. Dłuższą przerwę wykorzystujemy na zdjęcia, szukanie części od skuwacza Norberta i popas. Gdy serwis się zakończył ruszyliśmy dalej niebieskim. W pewnym momencie wyjechaliśmy na asfalt w jakiejś wsi. Widzimy samochód państwa młodych. Padł pomysł, żeby zrobić bramkę rowerową. Udaje się. Samochód zatrzymuje się. Wychodzi świadek. Kumaty człowiek wie o co chodzi. Od razu pyta „Czy nas suszy?” Oj suszy suszy! Podchodzi do bagażnika i wyjmuje trzy flaszeczki Krupnika. Zszokował nas. Składamy życzenia młodym co by noc była owocna 😉 Patrzymy na mapy co dalej z fantem robić. tj. gdzie jechać. Różne padają opcje. My z Jjem proponujemy jechać do Huty Szklanej by wbić się na czerwony szlak. (najpierw chcieliśmy jechać na pizzawę do Nowej Słupi – pamiętamy ją z naszej wycieczki po Świętokrzyskim – pycha). Po 5min. jazdy Norbert stwierdza, że to nie ma sensu i chce wracać do Daleszyc po samochód i ruszyć na Kielce by znaleźć hak do swojego roweru. Ma to sens gdyż chłopaki chcą zostać na niedziele. I tak ja Jj, Pszczoła i Świerszczu wybieramy wariant Huta Szklana. Norbert i Bartek wracają. Nam udaje się dojechać do Huty Szklanej. Chwila na popas i jazda. Polecam ten szlak. Fajny techniczny, nie zawsze z górki ale za to ciekawy i wymagający. Pamiętam jak pierwszy raz nim jechałem. Chciałem tutaj wrócić – udało się 🙂 Chłopakom też się podobało. Dojeżdżamy prawie do Kakonina. Chłopaki mają dość i chcą wracać. Patrzymy na mapę. Świerszczu i Pszczoła ruszają na Bieliny. My razem z nimi ale dalej oni jadą asfaltem na Napęków a my ruszamy zielonym rowerowym by dalej wbić się w czarny a potem kapitalny żółty szlak rowerowy. To jest kwintesencja rowerowania. Szuter prosty między drzewami szybki,  czasami lekki zakręt. Słoneczko, piękne zapachy leśne. Normalnie bajka! Na początku pędziliśmy ale chwile później mówię do Jja Ziom zwolnij delektuj się chwilą, nie spiesz się, baw się i relaksuj. Ja tego potrzebowałem. I tak zrobiliśmy zwolniliśmy. Kapitalne uczucie. Pod koniec szlaku trochę zabłądziliśmy. Szybko udało nam się  odnaleźć trasę na Daleszyce. Dojechaliśmy 15min później po chłopakach. Skoczyliśmy na pizzawę. Byłem bardzo głodny. Pizza była znakomita – no prawie. Następnie ruszyliśmy do spożywczaka kupić baterię i jedzenie na rano. Nocleg mieliśmy w Ameliówce. Nadal było słonecznie. Piękne widoki w Świętokrzyskim jak zawsze umilają jazdę. Gdzieś w okolicach Krajna Drugiego jest kapitalny widok na Pasmo Klonowskie. Coś pięknego – baja. Dojeżdżamy do Ameliówki. Norbert z Bartkiem już są. Szybka kąpiel i czas na wypicie zdrowia za młodych. Ale to już pozostawię bez opisu…

Ps. Udało się maxa zrobić 64,01 km/h 🙂 
 





panoramka © Jj
© Jj

© Jj

To też powinno Ci się spodobać