wyprawy

Żubra za rogi wróć za jaja… czyli Łódź Spała Łódź!

18 maja 2013

Podczas wyprawy do Płocka wspomniałem Jjowi, że tego samego dnia jest impreza w opuszczonym bunkrze koło Tomaszowa Mazowieckiego takim jak w Konewce. Spytałem Jja czy był tam kiedyś. Odpowiedział, że nie. I tak narodził się kierunek kolejnej wyprawy. W ciągu tygodnia oczekiwania na weekend Jj dał cynka Tomaszaowi (Xanagaz), że planujemy taki wyjazd. Tomasz dał cynka na forumrowerowe.org. I tak zebrała się 4 osobowa ekipa ja, Jj, Xangaz i Grzesiek (Owurac).
Umówiliśmy się o 8 na dworcu na Widzewie. 6:30 pobudka. 7:20 jestem u Jja. Ruszamy. Jedziemy lekkim tempem przerywanym moimi k… ch… na mój napęd. Po złamanym haku oraz z nowym łańcuchem mój napęd po prostu prosił – wyreguluj mnie. 8:05 dojeżdżamy na stację. Nikogo niema. Co jest? Dzwonię do Tomka kleci mapę, będzie za 10min. Ok. Próbuję wyregulować przerzutkę, zupełna porażka. Po chwili dojeżdża Tomasz. Ratuje moją sytuację i reguluje mi napęd. Dojeżdża Grzesiek. Nadal męczymy się z moim napędem. Tomkowi udało się tak wyregulować, że najmniejsza zębatka nie wchodzi. To nie stanowi problemu. Co się okazuje w czasie jazdy Tomek zrobił to po mistrzowsku, napęd spisał się na medal. Podczas regulacji podziwiamy wagę roweru Tomka. Jj myślał, że ma lekki rower 😉 Hehe. Dobra ruszamy. Przejeżdżamy przez tory i kierujemy się na Andrespol. Wjeżdżamy do lasu. Staramy się cały czas trzymać lasów i terenów leśnych. Piękna pogoda dopisywała. Tempo mieliśmy bardzo dobre. Lekki wiatr. Tomasz jeszcze w Andrespolu mówi jedziemy pod wiatr, to wracać będziemy z wiatrem. Mówię mhm już to widzę. No ale jedziemy dalej. Pierwszy popas robimy w sklepie w Chrustach Nowych. Kupujemy co trzeba i tradycyjnie idziemy na stacje. Jeszcze stojąc pod sklepem słyszymy nagle tssss… komu to? Hmm Grzechu złapał gumę. Na stacji Grzechu robi co trzeba. My jemy, telefonujemy do swoich lubych i trenujemy trashtalking. Grzechu dalej naprawia, klei i pompuje. No ale komu w drogę temu pobudka. Tomasz próbuje obudzić gościa śpiącego na ławce. Gość nieprzytomny zostawiamy go i lecimy dalej. Pierwszy lepszy kierunek byle by do lasu. I tak pędzimy ile łyda zapodaje. A muszę przyznać, że mieliśmy dobre niesłabnące tempo. Dojeżdzamy do jakiegoś pomnika pamięci młodych chłopaków, którzy zginęli w czasie II Wojny Światowej. Chwila kontemplacji oraz chwila na posiłek. A w zasadzie chwila dla Grzecha, który już kolejną kanapkę wcina 😛 Szybkie looknięcie na mapę i w drogę. Chmury zaczynają się pojawiać. Spadnie deszcz czy nie spadnie? Oby nie. Lecimy dalej fajnymi szerokimi szutrowymi leśnymi drogami. Chłopaki sprawdzają kolejny raz kierunek trasy. Zatrzymujemy się na środku skrzyżowania 😛 Jakiś facet jedzie rowerem i przejeżdża koło nas. Komentując. Panowie zatamowaliście skrzyżowanie. Pffff padłem. Normalnie zero żywej duszy gość może nas spokojnie ominąć ale musiał oczywiście ponarzekać. Przykre ale prawdziwe. Chwila zgrzewy i ciśniemy. Natrafiamy na S8. Jedziemy chaszczami wzdłuż trasy żeby dojechać do mostu, którym przekraczamy spokojnie trasę. Przejeżdżamy koło dużego zielonego obszaru, który dookoła otoczony jest drzewami. Tomek ma ochotę na zdjęcie. Pozuje niczym prawdziwy model. A Grzechu jak zwykle wcina kanapkę 😉 Mamy jakieś 20km do Spały. Jj ma ochotę na popas taki mały co by złapać ciut energii. W sumie to ja też miałem. Szybka kanapka banan picie i piękne leśne dukty przed nami. Dużo traciliśmy energii podczas jazdy. Cóż słonko świeciło, ciepło a wręcz upał powodował, że często uzupełnialiśmy płyny i energię. Dotarliśmy w końcu do ścieżki rowerowej kierującej do Spały. Normalnie Europa. Podziwiamy widoki i kierujemy się na lody. Jednak pada na grilla w karczmie. Mega duża kiełbana z ogórkiem za 14zł zrobiła na nas wrażenie. Potem lody z automatu i kierunek delikatesy. Zakupy odpowiednich baterii i idziemy macać żubra. Jj lekko zawstydzony ale daje radę. Łapie żubra za rogi… yyy za jaja 😉 No dobra złapałem ja też. W zasadzie to już nie pierwszy raz. W Spale byłem wiele razy i jest tradycją, żeby złapać żubra żeby tu powrócić. Obok żubra siadamy na ławeczkach ładujemy baterie. Słoneczko świeci pogoda marzenie, idealna temperatura. No ale czas goni. Godzina prawie 14. Trzeba jechać do bunkra. 1,5km za Spałą jest Konewka. Dojechaliśmy do zamierzonego celu. Pustki dookoła myślałem, że będzie więcej ludzi zwiedzających. Nie zwiedzamy bunkra bo nie mamy na to czasu. Musimy jeszcze wrócić przed zachodem słońca. Chwila dyskusji jaką drogę obrać na powrót. Decyzja pada na Czerniewice a potem na Żelechlinek. Wyjeżdżamy z lasu. I zaczyna się asfalt i w mordewind. No to pięknie. Normalnie wracamy ale pod wiatr… no cóż trzeba jechać. Tempo jeszcze nie schodzi. Ciśniemy. Ciemna chmura jest naszą kompanką ale tylko do Żychlinka. Ciężka droga do tej małej ale urocze miejscowości. Cały czas walczymy z wiatrem i pagórkami. Tomasz dobrze prowadził. Mnie się też dobrze jechało trzymałem dobre tempo. Dojeżdżamy do Żelechlinka. Kupujemy zapas wody i energii na dalszą drogę. Grzechowi niestety zaczyna dawać się we znaki kolano. Radzę mu żeby obniżył sztyce bo ma ją wyciągniętą na maxa. Lekko obniża ale nie chce bandaża, który mu proponuje.
Ruszamy dalej, Grzechu słabnie. Obniża dalej sztyce. W końcu namawiam go na bandaż. Korzystamy z chwili i sprawdzamy wentylację sanitariatów i lecim. Po okresie asfaltów lasy lasy i jeszcze raz lasy dookoła nas. Extra. Szerokie piękne dukty powodują uśmiech na naszych zmęczonych twarzach. W sumie mamy około 130km w nogach. Walimy na Stary Redzeń i Koluszki. Tam przechodzimy przez tory (których rzekomo nie da się przejechać – tak rzekło dwóch panów na rowerach). Grzechu ledwo chodzi więc czy prędzej wsiada na rower. Jedziemy wzdłuż torów. Z takim kolanem szybko się nie jeździ. Odwracam się co jakiś czas by zobaczyć czy Grzecha widać na horyzoncie. Wieje nadal wiatr widać, że jest mu ciężko. Nam się jechało bardzo dobrze. Co chwila się na wzajem pilnujemy żeby nie jechać za szybko i czekamy na Grzecha. Takim przerywanym tempem dojeżdżamy do Gałkówka. Odpoczywamy chwilę. Humory nam dopisują. Siła jest. Grzechu się trzyma. Lepiej mu jechać niż chodzić. I tak zasadzie dojeżdżamy przez Bedoń do trasy, którą jechaliśmy rano. Niektórzy z nas w tym ja ciut mamy zniszczone 4 litery. Marzę o alantanie i zimnym piwku. Ta myśl daje mi siłę. Rozstajemy się przy stacji Łódź Widzew. Każdy szczęśliwy, daliśmy radę! Ja z Jjem kierujemy się do Pomorskiej. Cisnę ile fabryka dała co by Jja nie suszyło. Dojeżdzamy na Rado kierunek szachy i zasłużony odpoczynek 🙂

PS. Jest takie powiedzenie: Jest najpierw jedynka a potem dwójka.
PS2. Wracając będziemy jechać z wiatrem. Wracamy. K… mieliśmy jechać z wiatrem.
PS3. Panowie wracajmy ale spokojnie. Tak średnia tylko 30 😉
PS4. Dzięki Tomasz za regulację napędu. Świetna robota!

Podsumowując:
Świetna wyprawa. Ciekawa, wreszcie terenowa, z dala od cywilizacji. Ciekawe miejsca, genialne szutrowe, szybkie leśne drogi. Fajne miejsca warte do ponownego przejechania. Na pewno tam wrócimy! Oby więcej takich wypadów! Dzięki chłopaki!

Traki z GPS Xanagaza










































































To też powinno Ci się spodobać