trekk, wyprawy

Główny szlak beskidzki – dzień 3

10 lipca 2020

Obudził mnie budzik. Godzina 6. Oj człowiek by jeszcze pospał jednak czas wstawać bo przecież trzeba przejść dzisiaj całkiem nie zły kawałek drogi. Słoneczko wstało już dawno, chmur na niebie nie ma. Kaca też nie ma bo wczoraj poszliśmy grzecznie spać. I dobrze, zregenerowałem się, nic mnie nie bolało, zero zakwasów odcisków itp. Szybki orzeźwiający prysznic i potem śniadanie, które zamówiliśmy sobie poprzedniego wieczora. I tak wjechała jajecznica z pysznym twarogiem i żółtym serem. Do tego pomidor, ogórek. To wszystko okraszone kawą. Oj piękny poranek. Jak zjedliśmy wszyscy poszli na „cwajen”. Gdy już zrobiliśmy co trzeba spakowaliśmy się i poszliśmy do sklepu kupić prowiant. Zakupiłem wodę, izotonik i ciasteczka holenderskie :D. Trzeba było dobrze się przygotować. Na dzień dobry mamy dziś 9km podejście na jeden z wyższych szczytów Lubań 1211m npm.

Sklep można powiedzieć znajdował się na szlaku dosłownie mówiąc zaraz za sklepem. W dobrych humorach obładowani wodą ruszyliśmy. Poranek zapowiadał piękny dzień. Faktycznie było ciepło i słonecznie. Dobrze, że od razu założyłem krótkie spodnie i koszulkę, z krótkim rękawkiem.

Początek niestety to asfaltowa droga, która dopiero po jakieś 2km zmieniła się w szuter. Paweł D. już zdążył przebrać się w krótkie spodenki. Robiło się ciepło. Pierwszy przystanek zrobiliśmy przy „grzybku” gdzie mogliśmy podziwiać piękną panoramę Tatr. Praktycznie całe to podejście 9kmtrowe okraszone było tym widokiem. Coś pięknego nie mogliśmy się napatrzeć. Zdjęcia cykaliśmy cały czas, dopóki nie weszliśmy w koronę drzew. Na Lubań wbijamy się bez problemu. Zajęło nam to około 2.5-3h. Jako pierwszy wchodzę ja i Paweł D. Rozbijamy się tutaj na popas i aby złapać chwilę oddechu. Spory ruch tutaj się robi. Jest to oblegany szlak. Dołącza do nas Paweł G i Piotr. Z Pawłem „rozkminiamy” ile mamy zapasu wody i czy warto schodzić do źródełka jakieś 5min w dół po wodę. Rezygnujemy jednak z tego pomysłu. Podziwiamy kobietę, która niesie na sobie dziecko w wielkim stelażu, które podobno samo waży 7kg. Podziwiam też dzieciaka, który w tym usiedzi moje nie dałoby rady. Znam z autopsji. Nie chce nam się stąd ruszać z Lubania jest taki piękny widok na Tatry co nas mocno cieszy. No ale czas ruszać. Czeka na nas wieża widokowa na którą oczywiście wchodzimy, plecaki zostawiamy na dole. Polecam wejście na wieżę, widok, który nas otaczał to majstersztyk widok od Tatry po Turbacz i Beskidy no coś wspaniałego. Po „obfoceniu” wszystkiego co się da ruszyliśmy w dalszą drogę.

Zejście z Lubania po stronie zachodniej nie należy do łatwych. Kamienista nawierzchnia, błoto i dosyć strome zejście powoduje, że trzeba uważać. Ale gdy już się zejdzie wchodzi się na „autostradę” gdzie zaczynamy dobrze mielić nóżkami. Wyrównany poziom wysokości powoduje, że szybko się przemieszczamy podziwiając widoki. Jest bardzo ciepło, słonko grzeje. Na Polanie Jachymówki robimy, krótki przystanek na jedzenie i podziwianie Tatr. Dalej już tylko powolne zejście aż do mieściny Studzieńki. Ten odcinek bardzo malowniczy i zróżnicowany, trochę lasu, trochę łąk, i gąszczy, trochę podejść i zejść. Niestety nie wiem kto pozwala wjeżdżać quadom na szlaki górskie. Nie lubię tego i jak dla mnie powinny być ciężkie mandaty za to. Sorry pasjonaci tego sportu jeździjcie po torach a nie po górskich szlakach. Nie dość, że zatruwacie ten rejon to jeszcze rozjeżdżacie nonszalancko drogi. Jakieś drifty bez sensu jazdy, nie podoba mi się to zupełnie.

No ale kontynuując Pawły nie źle wystrzelili do przodu na tym odcinku dogoniłem ich właśnie dopiero na dole koło Studzieniek. Piotr doszedł parę minut po mnie. Jeju tutaj upał nieziemski. Studzieńki to malownicze miejsce. Tutaj mamy zrobić zapasy wody u jednego Pana, który prowadzi gospodarstwo. Szybko znajdujemy to miejsce. Przemiła dziewczyna blondi nalewa nam wodę do wszystkich pojemników jakie mamy. Miła i cierpliwa bo było tego sporo. A woda przepyszna bardzo zimna źródlana. Dziewczyna sobie czytała książkę też bym poczytał w takich okolicznościach przyrody 😀 Dziękując oddalamy się na popas. Dosłownie parędziesiąt m od wodopoju rozstawiamy się na dłuższy odpoczynek i gotujemy wodę z widokiem na Tatry 🙂 Piękne miejsce gdzie sobie nawet uciąłem drzemkę. Mieliśmy też spotkania z bezpańskimi psami co nie należało do przyjemnych chwil ale zachowywaliśmy spokój a pieski szły sobie dalej. Ahh zupka chińska po tylu kilometrach smakuje wybornie :).

Musimy się zregenerować bo teraz czeka nas najtrudniejszy 13km odcinek a w nogach już 20km. Ruszamy Turbacz na nas czeka. Chłopaki na zejściu oczywiście przyspieszają ale po chwili następuje lekkie podejście i ich doganiam. I tu już zaczyna się długie podejście. Oj długie. Co 3km robimy sobie przerwy takie krótkie na szybką regenerację. Jest dosyć intensywnie gdyż chcemy dzisiaj napić się zimnego piwka a przecież sklep na Turbaczu zamykają o 20. Okazuje się, że jeszcze czeka nas Przełęcz Knurowska czyli zejście i znowu wejście czyli najtrudniejszy odcinek. Na przełęczy poprawiam sobie buty i ruszamy. Tutaj ja z Pawełm D. ruszamy mocno, uciekając chłopakom. Widoki są przepiękne. Co chwila odwracamy się i patrzymy na Tatry i inne góry. Przed tym podejściem dużo rozmawialiśmy podczas marszu a teraz rozmowy ucichły i idziemy w skupieniu i z dużym zmęczeniem. Najpierw czeka nas Stus (1126m npm.) potem lekko się wypłaszcza żeby potem nastąpiło podejście na Kiczorę 1282m npm. A zaraz za tym Polana Gabrowska gdzie zaczyna mocno wiać. Przebieramy się w cieplejsze ciuchy. Warto było się tak męczyć z Polany Gabrowskiej rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na Tatry. Jeśli miałbym polecać to w ciemno. Jedźcie tutaj i się nie zastanawiajcie.

Wspaniały widok. Ciesząc oko idziemy dalej by dotrzeć wreszcie na Turbacz. Ja z Paweł pakujemy się do schroniska od razu zamawiamy po dwa piwa i obiadokolację. Zdążymy odebrać swoje zamówienia i dochodzą chłopaki. Oddaje swoje jedno piwko Piotrowi bo nie chce mi się drugiego pić. Po najedzeniu idę załatwiać nocleg. Dziś spanie pod chmurką. Dawno nie nocowałem w namiocie. Robi się chłodniej po całym dniu rozgrzania nie jest to komfortowe więc ubieram kolejną warstwę na siebie. Po rozłożeniu namiotu idę wziąć shower. Gdzie mam farta bo czekam dosłownie 5min. Obok mnie czeka chłopak. Po chwili z showerów wychodzi para młodych. Nowo spotkany gość mówi mi, że czeka od 30min na shower. 3 miejsca na shower a Ci młodzi zajmowali 30min. Dajcie spokój ja rozumiem wszystko ale człowiek zmęczony chce jak najszybciej się wykąpać. Przed pewnymi rzeczami można się powstrzymać. Niestety co raz gorzej się dzieje w górach. Szczególnie tu w schronisku. Mam przyjemność być tutaj drugi raz i drugi raz niestety napotykam na „chołote” ludzi, którzy nie dość, że łażą nawaleni jak szpadle to jeszcze przeszkadzają innym w odpoczynku. Też lubiłem się pobawić ale zawsze szanowałem czyjś sen i odpoczynek. No ale dosyć żali. Po kąpieli zaczyna trochę kropić. Mam piwko jeszcze wcześniej zakupione do wypicia. Dobrze, że je zakupiłem zabrałem ochoty 😀 Wypijamy wszyscy piwka z widokiem na Tatry i lecimy spać bo jesteśmy wykończeni.

https://www.strava.com/activities/3584782868

To też powinno Ci się spodobać