bikestats

VII Nieoficjalny Maraton Cyklomaniaka zaliczony

14 października 2012

W życiu tak się nie zmachałem jak na tym maratonie. Ale nie dziwię się jak w ogóle nie miałem startować. Ale od początku. Balowałem na swojej domówce do 4, obudziłem się o 9:30 nieprzytomny. Dwóch zawieruszonych gości spało na kanapie. Ciężkie wstawanie,zrobiłem kawkę, jajówę i w drogę ! Dotarłem 10:55 pod Modrzew. Już wszyscy się zebrali. Doktór oczywiście na miejscu strzelał foty. Zamieniłem słowo z chłopakami czy nie pojadę chociaż chwilkę za „koksami” wyrazili zgodę. Od tak, że coś nie coś pokręcić. Maraton wystartował. Start ul. Wycieczkową wspólny prawdziwy wyścig zaczynał się od Okólnej przy wjeździe do lasu. Trzymałem się tak 3/4 stawki. I bardzo dobrze mi się jechało ! Zmęczenia nie było rozgrzałem się. Powoli przesuwałem się do przodu przy czym trzymałem się cały czas kogoś kto znał trasę. Zupełnie jej nie znałem, nawet nie patrzyłem wcześniej na mapę ponieważ jak już wcześniej wspomniałem zupełnie nie miałem zamiaru brać udziału w maratonie. Z km na km się rozkręcałem. Fajnie się jechało, pogoda dopisała cieplutko przyjemnie, choć troszkę wietrznie. Chwilami aż za bardzo. I tak do 40km sielanka. Trzymam się ekipy starych wyjadaczy. Cisnęli ostro. Nie dawałem się dopóki na podjeździe gdzieś w lesie łańcuch mi nie spadł za wielotryb i się zaklinował. !@#$%^&**&^%$#@ pierwszy raz poczułem frustrację gdy człowiekowi dobrze idzie a sprzęt zawodzi. Ehhh najgorsze jest to, że naprawa poszła mi zbyt wolno by tamtych dogonić. I niestety nie wiedziałem jak dalej jechać bo nie znałem trasy :/. Pojechałem troszkę na czuja pytając ludzi gdzie ekipa pojechała. I tak dojechałem do asfaltu ale już nie było kogo pytać. Zatrzymałem się i czekałem na następnych zawodników. I trochę niestety ostygłem 🙁 na szczęście chłopaki znali trasę i ruszyłem z nimi. Cisnęliśmy dalej i niestety zabłądziliśmy w lesie. Wtedy poczułem pierwszy raz, że słabnę. Jeden z towarzyszy poczęstował mnie batonem. Dzięki wielkie to mnie uratowało na jakiś czas. Chłopaki jakoś ogarnęli trasę i ruszyliśmy dalej. Muszę nadmienić, że nie do końca ją znali i powrót na pewno był trochę inny niż zakładała trasa. Tyle samo km ale odcinek łatwiejszy. No ale do rzeczy dojechaliśmy do Okólnej. Chłopaki wtedy pocisnęli. Trzymałem się ich. Na zjeździe do Wycieczkowej jeden z kolegów zniknął nawet nie zauważyłem kiedy pojechał do domu a my Wycieczkową do „Parówy”. I wtedy mnie dopadło. 3 podjazdy asfaltowe. Trzeba cisnąć a ja ledwo żyje, głodny, bez wody nieprzygotowany do maratonu. Mam tylko w głowie, kanapka ze smalcem, ogórek i piwo, kanapka ze smalcem, ogórek i piwo, kanapka ze smalcem, ogórek i piwo. Doktór all zoorganizuje, na pewno. I tak cisnąłem ile wlezie. Nieoficjalnie dojechałem jako 18 wydaje mi się, że na ok. 60 osób. Nie jestem w stanie podać dokładnej klasyfikacji bo takiej nie było. Jak tylko dojechałem, padłem na ziemię i powiedziałem o Doktora. Doktór, kanapka ze smalcem, ogórek i piwo z sokiem !! Ależ był szybki widziałem jego przerażenie w oczach ! Raz dwa wszystko załatwił. I tak zjadłem dwie ogromne pajdy, szarlotka i piwo z sokiem. Mióóóód w gębie. Ahh byłem dumny z siebie, że dałem radę. Doktór też podziwiał, że przejechałem całość. Muszę przyznać, że trochę to była głupota bez batonów, bez dodatkowego picia jechać maraton. Ale było warto, jestem bardzo zadowolony z tego startu. Kończąc po najedzeniu się chwilę pogadaliśmy z chłopakami i pojechaliśmy do domów. A w domu shower i kima bo na nic innego nie miałem siły. To był dobry dzień rowerowy ! Dla takich chwil warto żyć ! Pozdrower dla czytających !
Foty by Doktór Maciej Nowosławki:
Początek

Środek ( bohater drugiego planu)

Koniec

Mistrzowie:

To też powinno Ci się spodobać